Styczeń 1945 roku – „wyzwolenie”, które przyniosło terror. Gliwitz, Schönwald i Przyszowice.
Zima 1945 roku na Górnym Śląsku była wyjątkowo sroga. W Gleiwitz (dzisiejszych Gliwicach) panował przenikliwy mróz, ulice zasypywał śnieg, a na murach i słupach wciąż wisiały szare plakaty hitlerowskiej propagandy zapowiadające „cudowną broń”, która rzekomo miała odwrócić losy wojny. Dla wielu mieszkańców były to ostatnie tygodnie złudnej nadziei, że miasto uniknie bezpośredniego zetknięcia z frontem.
Gliwice – 24 stycznia 1945 roku
W nocy z 23 na 24 stycznia 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Gliwic. W komunikatach wojskowych ogłoszono „wyzwolenie” ważnego ośrodka przemysłowego i komunikacyjnego. Dla ludności cywilnej był to jednak początek nowej fali przemocy.
Mieszkańcy próbowali przeczekać przejście frontu w piwnicach i schronach. Często nie zdążono nawet usunąć z mieszkań mundurów synów lub mężów służących w Wehrmachcie. Niekiedy wystarczył fragment odzieży, czapka kolejarza lub odznaka, by zostać uznanym za żołnierza. Już w pierwszych godzinach po wkroczeniu czerwonoarmistów dochodziło do egzekucji na ulicach i podwórzach, rabunków oraz gwałtów. Propaganda zemsty, obecna w przekazie frontowym i publicystyce wojennej, nie rozróżniała winnych od niewinnych.
Zachowała się poruszająca relacja lekarki ze Szpitala Miejskiego w Gliwicach, spisana w listopadzie 1948 roku. Opisywała ona ciężki ostrzał artyleryjski miasta 23 stycznia, śmierć dzieci i uczennic pielęgniarstwa na ulicach oraz bezradność personelu medycznego wobec ogromnej liczby rannych cywilów. Szpital stał się schronieniem, ale i niemym świadkiem tragedii miasta.
Po przejściu głównych oddziałów frontowych Gliwice zamieniły się w zaplecze przyfrontowe. Stacjonujące tu oddziały Armii Czerwonej, często zdemoralizowane i odurzone alkoholem, dopuszczały się kolejnych rabunków i gwałtów. Setki mieszkańców zostały wywiezione do pracy przymusowej w głąb Związku Radzieckiego. Równocześnie prowadzono systematyczny demontaż i wywóz urządzeń przemysłowych. W wyniku podpaleń i pożarów zniszczeniu uległo, według różnych szacunków, około 20–30% zabudowy miasta.
Szywałd (Schönwald, dziś Bojków) – zagłada wspólnoty
Szczególnie tragicznym symbolem tych dni stał się Szywałd (Schönwald) – wieś założona w XIII wieku przez osadników z południa Niemiec, przez stulecia stanowiąca rolnicze zaplecze Gliwic. Mieszkańcy zachowali swój archaiczny dialekt oraz wiele dawnych zwyczajów, tworząc zwartą, wielopokoleniową wspólnotę.
W nocy z 26 na 27 stycznia 1945 roku do wsi wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Pozostali tam głównie kobiety, dzieci oraz mężczyźni w podeszłym wieku. Doszło do masowych gwałtów, tortur i mordów. Mężczyzn rozstrzeliwano na miejscu lub wywożono, jeśli przeżyli pierwsze godziny. Gdy zabrakło kobiet, ofiarami przemocy stawały się także dzieci.
Według oficjalnych ustaleń zamordowano około 120 cywilnych mieszkańców. Następnie wieś została podpalona. W relacjach świadków powtarza się dramatyczny motyw kobiet, które w obawie przed gwałtem wybierały śmierć, topiąc się w studniach. Po wojnie ocalała ludność była stopniowo deportowana, a na jej miejsce osiedlano nowych mieszkańców. Wielowiekowa ciągłość lokalnej wspólnoty została bezpowrotnie przerwana.
Przyszowice – zbrodnia przemilczana
Podobny los spotkał Przyszowice, wieś położoną na obrzeżach Gliwic, która przed 1939 rokiem znajdowała się w granicach II Rzeczypospolitej. Armia Czerwona wkroczyła tam 27 stycznia 1945 roku. Gwałty rozpoczęły się natychmiast i dotyczyły kobiet w każdym wieku. Równolegle dochodziło do brutalnych mordów ludności cywilnej. Zginęło co najmniej 69 osób.
Przez dziesięciolecia zbrodnia ta była objęta milczeniem. W okresie Polski Ludowej nie wolno było o niej publicznie mówić. Pomnik ofiar mógł stanąć na cmentarzu dopiero po 1990 roku.
Pamięć i wieloletnie milczenie
Największą tragedią okazała się jednak powojenna cisza. Przez dziesięciolecia relacje o gwałtach, egzekucjach i deportacjach nie istniały w oficjalnym obiegu. W dokumentach pojawiały się formuły: „zginął w trakcie działań wojennych”. Dopiero po 1989 roku możliwe stało się stopniowe przywracanie pamięci o cywilnych ofiarach stycznia 1945 roku.
Mówienie o tych wydarzeniach nie jest próbą relatywizowania zbrodni nazistowskich. Jest obowiązkiem wobec tych, którzy stali się ofiarami totalnej wojny. Gliwice, Szywałd i Przyszowice i inne miasta Śląska pozostają do dziś przejmującym świadectwem tego, że „wyzwolenie” nie zawsze oznaczało koniec cierpienia.
Katedra historii i wychowania obywatelskiego










